Rozdział 1
Ogień na Relaksowej
— Medium well — ogłosił tata. — Teoretycznie.
Zapowiadała się podeszwa. Taka jak wczoraj i jak przedwczoraj, bo od poniedziałku tata smażył steki codziennie i codziennie mówił „teoretycznie”.
Na tarasie pachniało rozgrzanym żeliwem i smokey chipotle. Był pierwszy naprawdę ciepły dzień kwietnia, wpół do szóstej po południu. Za ogrodem stały wysokie sosny, nieruchome w słońcu, a dalej był już las. W Paszczycy las zaczynał się za każdym ogrodem i nikt nigdy nie ustalił, gdzie dokładnie.
Na desce do krojenia leżał termometr do mięsa. W oryginalnym pudełku. Leżał tam od trzech lat.
Percy podniósł głowę znad zeszytu i spojrzał na termometr.
— Tato, a ten termometr jest do mierzenia, czy do niemierzenia?
Siedział na schodku z zeszytem na kolanach, trzy metry od kuchenki, i rysował psa. Nogi nie sięgały mu do ziemi i machał nimi, kiedy myślał. Zeszyt był zmięty, spirala wyłaziła bokiem. Ołówek trzymał tak nisko, że palce prawie dotykały papieru. Pies na kartce miał ogon dłuższy od siebie i dwoje oczu po tej samej stronie łba.
Tata spojrzał na termometr, jakby dumny z tego, że go ignorował.
— Jest ryzyko, jest zabawa — powiedział.
Percy powtórzył to bezgłośnie, żeby sprawdzić, czy mu się zmieści w ustach. Zmieściło się.
Tata stosował tę dewizę również przy doborze sprzętu. Kuchenka pod ciężarem żeliwnej płyty wciąż się wahała, czy wytrzymać, czy się poddać.

— Pies ma jedno oko z boku — powiedziała Ania.
Stała przy stole, w żółtej sukience w kwiaty i smoki, które sama pomalowała farbami do tkanin. Na plecach miała napis JESTEM TU, którego z przodu nie było widać. Poprawiła okulary i zajrzała bratu przez ramię.
— Rysuję psa, nie bok — powiedział Percy. — Tak jest naprawdę.
I rysował dalej.
Pod stołem, w cieniu, leżał prawdziwy pies. Dżogczen, chociaż nikt go tak nie wołał, bo to za długie. Dżogi albo Dżoguś. Mastif tybetański, czarny podpalany, osiemdziesiąt centymetrów w kłębie. Grzbietem sięgał pięcioletniemu Percy'emu do piersi. Był w tej rodzinie dłużej niż Percy i Ania nie pamiętała dnia, w którym go nie było.






















































